New Xbox Experience
16 12, 2008
Dla każdego użytkownika konsoli Microsoftu, dla większości użytkowników jakichkolwiek konsol, i dla części ludzi "niezrzeszonych" dzień 19. listopada 2008 miał być pamiętny. Sami chłopcy z Redmond porównywali wprowadzenie NXE do pojawienia się kolorowej telewizji. To miał być kończący cios w Sony. PLAYSTATION3 miało zbieleć, zzielenieć, potem przybrać szkocką kratę, na końcu paść.
A co to takiego to NXE? Rozwija się to jako "New Xbox Experience" i jest... nową wersją oprogramowania dla konsoli Xbox 360. Stary firmware był niezbyt estetyczny (no, szczerze, był średni) i trochę powolny. Brakowało mu tych "fajnych funkcji". Microsoft nie mógł pozwolić, by jego konsoli brakowało czegokolwiek.
19 to była środa. Wrzawa na forum PSX Extreme była ogromna. Masa ludzi czytała temat, nerwowo odświeżając stronę, no kiedy to wreszcie udostępnią?! Gdzieś przed południem pojawiła się możliwość (albo, konieczność) pobrania aktualizacji. Jest, jest, wreszcie jest. Kolorowa telewizja 2.0. Jasne.
Firmware, jak pewnie wiecie, w konsolach, to jakby most między uruchomieniem konsoli, a uruchomieniem gry. Ale nie tu. NXE robi z konsoli prawdziwe, olbrzymie, nowoczesne, i nawet ładne centrum multimedialne. Dużo prościej niż dawniej można przeglądać propozycje sklepowe gier czy filmów. To oczywiście nie wszystko. Oprogramowanie jest, jak mówiłem, ładne, przyjemne dla oka (oczywiście, jak lubi się ten styl). Widać wkład pracy.
Najważniejszą rzeczą jednak jest możliwość tworzenia awatarów. Ponoć to motyw żywcem urwany z Wii, ale nie wiem, czy tak jest serio. W każdym razie, w kilka chwil możemy zrobić sobie ludzika, używając gotowych wzorców i modyfikując je. Można wybrać oczy, usta, włosy, nos, całą sylwetkę, garderobę. Ładnie to wygląda, można się pobawić.
Niby fajne rzeczy, prawda? Ciekawie to wygląda, fajnie się używa. Tylko co z tego? Microsoft napompował przedpremierowy balon naprawdę mocno. Screeny, filmiki, opowieści o geniuszu, betatesty, w końcu wyciek przed premierą (czy kontrolowany, nie wiadomo). W tę środę balon pękł. Reakcje były różne. Osoby bardzo sympatyzujące z firmą zgodziły się, że to nowa era rozrywki. Reszta, no cóż.
Reszta uznała, że to tylko nowy bajer. A co ja myślę? Nasuwa mi się tu porównanie do nowego modelu telefonu komórkowego firmy X. Ma to, to, tamto, i jeszcze owamto. Tule nowości, że gorąco w kieszeni. Dzwoni? No dzwoni, smsuje też. To git. Tak samo NXE - ma dużo nowych możliwości, ale wciąż jest, i będzie, tylko chwilowym postojem, "mostem", jak pisałem wcześniej, między uruchomieniem sprzętu, a gry. Czy tak naprawdę potrzebnym?
PlayStation2, jak i poprzedniczka miała krótkie logo z muzyką w tle, informujące o firmie. I tyle, uruchamiała się płyta z grą. Dziś PLAYSTATION3 ma swój firmware, który pozwala na to samo, co NXE, tylko bez awatarów (no teraz jest Home, to ponoć i one są). Co prawda nie ma kart z zawartością sklepu i tzw. "spotlight", sumującym najważniejsze wydarzenia. Uruchamia się, od razu jest możliwość uruchomienia gry, bądź przechodzenia dalej. Lepiej niż w Xboksie?
Nie. Inaczej. Dla mnie bardziej elegancko i estetycznie (nowa konsola Sony jest kierowana raczej do starszych graczy, Xbox360 do młodzieży). Osobiście wolę to, od NXE, chociaż nie potrafię znaleźć zalet innych, niż wymieniłem, które przeważają.
Reasumując, Microsoft po raz kolejny robił pompę, by w końcu okazało się, że obiektywnie, to nic takiego. Slogany typu "NXE będzie porównywalne do wprowadzenia kolorowej telewizji" są idiotyczne i świadczą o głupocie i pysze Amerykanów. Nie trafiało, i nie trafia takie coś do mnie.
A, jeżeli przedstawiciele którejś z konsol poczuli się urażeni moimi, i tylko moimi opiniami zamieszonymi tutaj - trudno, nie obchodzi mnie to, a Twoja konsola nie jest najlepsza.